O Tosi co przyjaźniła się ze Strachem

Tosia miała już 7 lat. Jak co roku, tak i w te wakacje rodzice zawodzili ją do domku Babci Janiny. Babcia Janina mieszkała w słonecznej dolinie, na skraju lasu w starym domu, w którym wychował się jej tata i ciocia Matylda – jego siostra. Dziewczynka zawsze cieszyła na samą myśl o wakacyjnym wyjeździe do babci i nie mogła się go doczekać. Uwielbiała spędzać tam czas.
W dzień doglądała babcinych zwierząt, karmiła kury i kaczki, od czasu do czasu zbierała jagody w pobliskim gaju. Uwielbiała wspinać się na drzewa, a kiedy był deszcz buszowała po strychu. Nawet w deszczową pogodę, kiedy dzieci zwykle się nudzą, u babci było ciekawie. W domu roznosiła się woń pieczonego ciasta z powidłami z jagód, a babcia opowiadała historie z jej własnego dzieciństwa. Tosia siadała wtedy w babcinym fotelu i z kotem na kolanach wsłuchiwała się w dawne opowieści. I tym razem miało być podobnie, z małą różnicą – ponieważ rodzice, babcia i nawet Tosia uznali, że jest już duża, powinna spać we własnym pokoju – po raz pierwszy sama. Tosia była nawet zadowolona z tego pomysłu – na początku…

Pokój dziewczynki znajdował się na poddaszu. Było tam łóżko, mała szafka, półka na książki, stary tykający zegar, a za oknem rozpościerał się piękny widok, widać było nawet odległy strumyk. W dzień w pokoju było miło i przytulnie – w nocy robił się tajemniczy i trochę straszny. Tosia bała się nocy. Wydawało jej się, że wszystko na około ożywa. W ścianach coś skrobało, a w ciszy od czasu do czasu, dało się usłyszeć tajemnicze skrzypienie. Nawet widok z okna wcale nie był przyjazny – ze starego gaju dochodziły dziwne odgłosy. Była nawet pewna, że widzi tam świecące punkciki. Pierwsza noc była straszna. Długo nie mogła zasnąć. Cienie na około ożywały, przez chwilę zdawało jej się nawet, że słyszy czyjś szept. Zasnęła dopiero wczesnym rankiem, gdy pierwsze promienie wschodzącego słońca rozjaśniły ściany pokoju. Następna noc była podobna. Tosia wstawała zmęczona i przygnębiona. Chciała powiedzieć o wszystkim babci, ale od razu pomyślała, że przecież jest już duża i nie może wszystkich zawieść, jednak gdy babcia zapytała się o jej gburny nastrój nie wytrzymała.– Nie lubię swojego nowego pokoju!!! – Krzyknęła – W nocy zmienia się nie do poznania…-  Było jej strasznie głupio i jednocześnie przykro, bo przecież była już dużą dziewczynką i nie powinna się bać. Babcia Janina odłożyła słoik konfitur i usiadła obok Tosi. Wygładziła swój fartuch, zerknęła na wnuczkę i uśmiechnęła się serdecznie.- Wierzę ci. Noce na wsi są zupełnie inne niż w mieście. Nie słychać nocnych tramwajów, ludzkich kroków na chodniku… Tutaj domy są bardzo stare, pełno w nich korników, w nocy całe skrzypią – w końcu rzekła – jak chcesz dziś możesz spać ze mną, ale pamiętaj, że nie zawsze tak będzie. – Tosia doskonale o tym wiedziała i wcale jej to nie uspokoiło. Babcia, z tajemniczym uśmiechem, wstała by zamieszać w garnku gotujące się konfitury.- Możesz uciekać przed swoimi strachami do mojego łóżka- stwierdziła babcia- ale to nie rozwiąże problemu, bo one nadal tam będą.- Właśnie – pomyślała zmartwiona dziewczynka.- Może spróbujesz się z nimi zaprzyjaźnić? – powiedziała babcia i zniknęła za drzwiami.Tego wieczoru Tosia podjęła decyzję o pozostaniu we własnym pokoju. Postanowiła się jednak lepiej się przygotować. Uchyliła drzwi – w ten sposób była chociaż odrobinę bliżej babci – w łóżku razem z nią spał tuzin ulubionych zabawek – wśród nich miś Tuliś, pluszowy królik z jednym oczkiem (drugie odpadło w praniu) o imieniu Kudłak i lalka Filipinka. Pod ręką była też nocna lampka, którą zawsze mogła zapalić przeganiając dziwne cienie ze ścian. Tosia usadowiła się w swoim łożu, zgasiła światło, zamknęła oczy i pomyślała o czymś przyjemnym. Wyobrażała sobie jak buja się na chmurze wysoko nad drzewami. Było jej ciepło i przyjemnie. Delikatny wietrzyk przesuwał chmurki a ona skakała z jednej na drugą.- Drap… drap…- Tosia otworzyła oko – była w swoim pokoju. – Drap.. drap…- skrobanie wydobywało się z wnętrza ściany.

- Znowu – pomyślała – to na pewno korniki – przypomniała sobie wyjaśnienia babci. Przymknęła oczy i.. usłyszała cichutkie piszczenie. Myszy – powiedziała cichutko do siebie. Zapaliła światło, wzięła głęboki wdech i po cichutku wstała z łóżka. Pamiętała słowa babci – „zaprzyjaźnij się ze swoim strachem” – Piszczenie i szmery były wyraźne – odgłosy dochodziły ze starego zegara stojącego w rogu pokoju. Powolutku, na palcach, z królikiem Kudłakiem wystającym z kieszeni piżamy i z najcięższą książką, jaką znalazła, w dłoniach zbliżyła się do tajemniczego zegara. Najdelikatniej jak potrafiła, drżącą ręką uchyliła drzwi zegara..

- ŁAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!! – wrzasnęło Coś w środku.

- ŁAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!! – wrzasnęła jeszcze głośniej Tosia – pędząc w kierunku łóżka. Po kilku minutach zebrała się jednak na odwagę i postanowiła wyjrzeć spod kołdry. W pokoju nadal świeciło się światło z nocnej lampki. Drzwi starego zegara były uchylone, a z jego wnętrza dochodził cichutki jęk…

- Rrrrr… rrrr… rraat…. Rrr.. aaa…. ttt… unkuuu.. rratunku..- chlipało coś w środku.

Dziewczynka nie wierzyła własnym uszom. Ktoś wzywał pomocy. Jednym susem znalazła się przy zegarze, uchyliła szerzej jego drzwi i… zamarła ze zdziwienia. W zegarowym pudle, w samym jego rożku, trzęsła się mała, brunatna, puchata kulka, z której łypały dwa, wytrzeszczone, przestraszone ślepia.

- Kim jesteś wstrętny strachu?!!! – zapytała głośno Tosia biorąc się pod boki – przez co dodała sobie odwagi. Kulka łypnęła na dziewczynkę i skurczyła się jeszcze bardziej.

- ŚŚŚŚŚ… śśwww… światło…- pisnęła- zzggaśś.. ppp… proszszę…- Tosia czym prędzej to uczyniła – Jjjjj… jestem Mmmm.. mem.. memrakiem – wykrztusił w końcu Memrak. Tosia nigdy nie słyszała o Memrakach, a na dodatek ten przed nią mówił ludzkim głosem. Memrak rozprostował się – wyglądał trochę jak tosiny pompon od zimowej czapki, z tą różnicą, że miał chude, długie kończyny a na głowie dwa czułka. Przyglądali się sobie ze zdziwieniem.

- Strasznie boję się światła… – rzekł nie bez wstydu. – Wszyscy tak mamy.. boimy się światła, dlatego śpimy w dzień, a wstajemy w nocy – wszyscy – skończył zawstydzony, że dał się wypatrzeć przez człowieka. Strach Tosi przerodził się w zdziwienie i ciekawość.

– Co robiłeś w starym zegarze?? – Memrak spuścił wzrok, wziął głęboki wdech.

– Bo… yyy.. booo… chciałem cię nastraszyć… – wyznał w końcu – tym się zajmujemy. Mieszkamy w starych, skrzypiących domach – ten zamieszkujemy już od wielu pokoleń. Zakradłem się do starego zegara by pomemrać trochę pod nosem, żebyś się wystraszyła, ale zapaliłaś światło i potwornie się wystraszyłem. Tak jak Wy ludzie, boicie się ciemności, my boimy się światła… Wszystko jest wtedy przeraźliwie wyraźne, cienie ze ścian znikają, a żeby coś zobaczyć musimy strasznie mrużyć oczy i prawie nic nie widzimy, no i wtedy nie możemy uciekać, a ludzie są tacy wielcy… i straszni… a ja straszę dopiero od wczoraj i brak mi doświadczenia – Tosia była rozbawiona. – A najgorsze w tym wszystkim jest to, że jak sam się wystraszę to zaczynam się jąkać… i przestaję być strasznym strachem, a rodzina się ze mnie śmieje…
– To jest was więcej?- zdziwiła się dziewczynka.

- Są tu nas całe rodziny różnych elfów, małych troli i skrzatów. Żyjemy w zgodzie z naturą i wielkiej przyjaźni między sobą. Mieszkamy pod podłogą, na strychu, spróchniałych ścianach, mysich norkach, szczelinach, starych kufrach i wiklinowych koszach, dawno nie sprzątanych szufladach, szafach i szafeczkach.. w wielu miejscach. Żyjemy w wielkiej tajemnicy przed ludźmi. Niewielu z nich nas widziało. Skoro ty już o nas wiesz i nie zrobiłaś mi krzywdy pozwól, że poznam cię z nocnymi stworzeniami.

Tosia rozejrzała się dookoła. Zewsząd wychodziły dziwne małe stworzenia. Każde uśmiechało się przyjaźnie i serdecznie. Były wszędzie – siedziały pod lampą i w starych skrzypcach, wychodziły ze skarpet, a nawet spod tosinej poduszki! W pokoju powoli robiło się gwarno i jakoś… wesoło. Małe trolki, gnomy, nocne skrzaty podchodziły do Tosi by się przedstawić. Z ciekawością dotykały jej twarzy i włosów. Tosia była zachwycona swoimi nowymi przyjaciółmi. Były wśród nich gnomy Szeptuchy, Memraki, Kochliki, Szmeraki, nocne elfy – Drapaki i Światłoduszki, skrzaty Turlaki, Wyrwisny i Cichoskroby a nawet jeden trol- Błotogbur. Wokół wirowały w locie leśne wróżki z okolicznego lasu. Niektóre przysiadały nawet na tosinym ramieniu i przyglądały się małej dziewczynce z ciekawością. Żadne z nocnych stworzeń nie było większe od strusiego jajka, a okrągłe Turlaki były tak małe, że Tosia bała się biorąc jednego z nich na rękę, że zrobi mu krzywdę. Nie mogła uwierzyć, że przez te przyjazne stworki tak bała się spać sama. Noc mijała a dziewczynka coraz lepiej poznawała historie i zwyczaje mieszkańców nocy, których główną rozrywką były figle. Podczas wspólnej zabawy czas mijał bardzo szybko, tak szybko, że Tosia nawet nie zauważyła kiedy zaczęło świtać…

- Tosiu.. Tosiu… – słyszała jak czyjś głos woła jej imię – Tosiu..

Powoli sylwetki jej nowych przyjaciół stawały się niewyraźne a ich radosne śmiechy, głosy i krzyki cichły..

- Tosiu! Wstań już! Śniadanie dawno wystygło! – Tosia otworzyła oczy i rozejrzała się ze zdziwieniem. Była we własnym łóżku, ze starego zegara wyskoczyła kukułka by zakomunikować, że już południe.

- A więc to tylko sen pomyślała – i zbiegła do kuchni na śniadanie.

- Jak minęła noc? – spytała babcia. – Przyśniło ci się coś? Długo dziś spałaś – zauważyła babcia.

- Hmmm.. – zastanowiła się Tosia – sama nie wiem- powiedziała konsumując tosta z dżemem – chyba tak… –  stwierdziła niepewnie – ale wiesz co? Ten pokój już wcale nie jest taki straszny w nocy jak ci mówiłam wczoraj.. Właściwie to zrobiłam tak jak mi poradziłaś – odpowiedziała dumnie dziewczynka – chyba zaprzyjaźniłam się ze swoimi strachami. Wcale nie są taki straszne.
Odtąd Tosia już zawsze spała sama w pokoju. Choć tłumaczyła sobie, że nocna przygoda była tylko snem, to zawsze gdy w nocy usłyszała jakiś szmer lub zobaczyła dziwny cień na ścianie, wyobrażała sobie, że to któreś z nocnych stworków próbuje zrobić jej śmiesznego figla. Było jej raźniej gdy wyobrażała sobie, że jest otoczona przyjaciółmi. A żeby ich nie wystraszyć nigdy nie zapalała światła.

K.K.